KancelariaWloclawek.pl


Twoje usługi prawne we Włocławku

Aktualności

 
Dramatyczne skutki braku szkolenia zleceniobiorcy
Dodane dnia: 23 października 2018

Szanowni Państwo,

dzisiaj kilka słów o mało przyjemnej kwestii, ale niestety dość często występującej, jaką jest wypadek przy pracy. Chciałabym dzisiejszy artykuł poświęcić omówieniu dość istotnego dla orzecznictwa, nowego wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 9 maja 2018r. Pokazuje on w szczególności jak wielka odpowiedzialność spoczywa na pracodawcach, dlatego przedsiębiorców szczególnie zapraszam do lektury.

            W rozpatrywanej sprawie powódka domagała się od pozwanej spółki (byłego zleceniodawcy) 50.000,00 zł tytułem zadośćuczynienia za wypadek przy pracy. Wskazała jednocześnie, że sąd karny skazał członka zarządu spółki za niedopełnienie obowiązków i niewłaściwe przeprowadzenie instruktażu stanowiskowego, narażając powódkę na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, na skutek czego nieumyślnie spowodował u niej obrażenia prawej ręki. Pozwana spółka domagała się oddalenia powództwa, wskazując, że powódka otrzymała już zadośćuczynienie w wysokości 16.000,00 zł, oraz wyjaśniając, że powódka przyczyniła się przynajmniej w 50% do wypadku, gdyż miała świadomość, że nie może przystąpić do pracy na frezarce bez osłony frezu.

Powódka pracując u Pozwanego na podstawie umowy zlecenia uległa wypadkowi przy pracy. W trakcie wykonywania obowiązków służbowych, jej prawa ręka poleciała w stronę frezarki, odczuła silny ból, a następnie wyłączyła maszynę. Udzielono jej pomocy, wezwano pogotowie. Powódka była hospitalizowana, zaś w wyniku wypadku amputowano jej dwa palce prawej ręki. Doznała także ran pozostałych palców. Z ustaleń wynikało, że pozwany nie opracował dokumentu – szczegółowej instrukcji dotyczącej bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowisku przy obsłudze frezarki. Powódka nie była odpowiednio przeszkolona w zakresie bezpiecznego użytkowania tej maszyny. Pozwany nie dokonał też oceny ryzyka zawodowego, a tym samym nie zapoznał z nią Powódki. Bezpośrednią przyczyną wypadku mogło być wystąpienie zjawiska wyrwania frezowego elementu, wskutek czego prawa dłoń powódki miała kontakt z narzędziem skrawającym.

Sąd karny skazał prezesa zarządu spółki za spowodowanie nieumyślnego przestępstwa na szkodę powódki i przyznał jej zadośćuczynienie w wysokości 6.000,00 zł. Dodatkowo sąd okręgowy ustalił, że powódka posiada z powyższego tytułu 35% uszczerbek na zdrowiu. Przed wypadkiem była osobą energiczną, towarzyską i aktywną. Obecnie jest wycofana, unika kontaktu z ludźmi, odczuwa silne bóle prawej ręki. Po wypadku prawie wszystkie czynności dnia codziennego może wykonywać jedynie przy pomocy innych osób.

W konsekwencji sąd okręgowy przyznał powódce zadośćuczynienie w wysokości 25.072,00 zł wraz z odsetkami. Od wyroku Pozwany wniósł apelację, którą sąd tylko częściowo uznał za zasadną i obniżył wysokość zadośćuczynienia do kwoty 19.072,00 zł. Sądy obu instancji uznały, że żądanie przyznania zadośćuczynienia było co do zasady słuszne. Powódka jako zleceniobiorca spółki była jej pracownikiem w rozumieniu przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Mogła więc domagać się przyznania jej świadczeń od spółki. Pozwany ponosi odpowiedzialność jako prowadzący przedsiębiorstwo wprawiane w ruch siłami przyrody na zasadzie ryzyka. Po stronie pozwanego wystąpiły zaniedbania w zakresie wymogów nałożonych na pracodawcę – podkreśliły sądy. Co ważne, dla powódki nie przeprowadzono szkoleń w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ryzyka zawodowego. Powódka nie była więc poinformowana o tym, jak ma prawidłowo obsługiwać maszynę w sposób bezpieczny. Sąd karny potwierdził, że w spółce doszło do naruszenia wymogów, jakie powinien spełnić pozwany. Sądy rozpoznające sprawę powódki były zaś związane treścią wyroku karnego.

Sądy zgodziły się z pozwanym, że powódka przyczyniła się do szkody, ale na poziomie 20%. Błędem było włożenie dłoni we frezarkę. Ta nieprawidłowość powinna być uznana za zawinione działanie. Było to bowiem sprzeczne z zasadami BHP. Powódka nie pracowała jednak wcześniej na frezarkach, stąd pewnych zagrożeń nie była świadoma, w przeciwieństwie do pracodawcy. Wobec powyższego, mając na względzie przyznane dotąd powódce świadczenie, a także uwzględniając 20% stopień przyczynienia się do wypadku, uznał za konieczne zasądzenie od pozwanego kwoty zadośćuczynienia w wysokości 19.072,00 zł i tak też orzekł.

            Szanowni Przedsiębiorcy, chciałabym by ten wyrok sądu apelacyjnego, uświadomił w szczególności Wam jak wielka spoczywa na Was odpowiedzialność. Co do zasady to Wy ponosicie odpowiedzialność za zdarzenia mające miejsce na terenie Waszego zakładu pracy, dlatego tak bardzo apeluję do Was o to, byście zabezpieczali się na wszelkie możliwe sposoby. Z doświadczenia mojego wynika, że wykazanie w procesie sądowym winy pracownika i stopnia jego przyczynienia się do wypadku, jest niezwykle trudne, zatem nie pokładałabym w tym zbyt dużych nadziei. Jeżeli potrzebujcie Państwo pomocy w tym zakresie, chciałabym zarekomendować naszą kancelarię mieszczącą się we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3. Mamy wieloletnie doświadczenie, oraz wykwalifikowaną kadrę, co zapewni Państwu obsługę na najwyższym poziomie. Serdecznie zapraszam w imieniu swoim i całego zespołu kancelarii.

 

 

Koszt prywatnej opinii na zlecenie przedsiębiorcy to ryzyko biznesowe?
Dodane dnia: 4 października 2018

Szanowni Państwo,

jak wynika z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 7 września 2018r., koszt ekspertyzy zleconej przez poszkodowanego może wchodzić w skład pełnego odszkodowania. Wymaga to jednak badania związku przyczynowego i ustalenia, czy wydatek ten był uzasadniony i konieczny. Nie wiadomo jednak, czy ta zasada dotyczy przedsiębiorcy, który skupuje wierzytelności odszkodowawcze.

            Problem ten rozstrzygnie Sąd Najwyższy w rozszerzonym składzie 7 sędziów jeszcze w tym miesiącu. Problem powstał w oparciu o kanwę stanu faktycznego, w którym przedsiębiorca zajmujący się skupowaniem wierzytelności od osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych wystąpił do sądu przeciwko ubezpieczycielowi. Opłacił przy tym prywatną ekspertyzę biegłego. Roszczenie oparł na art. 361 k.c., według którego zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła. Sąd Rejonowy oddalił żądanie powoda, który poniósł koszty ekspertyzy i naprawy uszkodzonego pojazdu. Stwierdził bowiem, że powód jako przedsiębiorca ponosi ryzyko, a tym samym koszt ekspertyzy powinien być traktowany, jako nie podlegająca refundacji w formie odszkodowania, inwestycja gospodarcza.

Sąd Okręgowy rozpatrujący apelację powziął wątpliwość czy koszt prywatnej opinii sporządzonej na zlecenie podmiotu, który w ramach prowadzonej działalności gospodarczej zajmuje się skupywaniem wierzytelności odszkodowawczych, pozostaje w normalnym związku przyczynowym, o którym mowa w art. 361 § 1 k.c., ze zdarzeniem wywołującym szkodę. Czy stanowi składnik uszczerbku majątkowego podlegającego wyrównaniu w formie odszkodowania, czy też odrywa się od wskazanego związku przyczynowego i wchodzi w zakres ryzyka gospodarczego.

W uchwale z dnia 18 maja 2004r. Sąd Najwyższy przesądził, że odszkodowanie przysługujące z umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdów, może, stosownie do okoliczności sprawy, obejmować także koszty ekspertyzy wykonanej na zlecenie poszkodowanego. W tej jednak sprawie Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie, z powodu skierowania przez prezesa Sądu Najwyższego pytania prawnego do składu 7 sędziów, które dotyczyło identycznego zagadnienia: czy podmiotowi, który na podstawie art. 509 k.c. nabył od poszkodowanego lub jego następcy wierzytelność odszkodowawczą dotyczącą szkody komunikacyjnej, przysługuje w ramach odszkodowania należnego od ubezpieczyciela zwrot kosztów zleconej przez niego osobie trzeciej ekspertyzy prywatnej mającej na celu określenie wysokości szkody.

W wypadkach komunikacyjnych szkodę majątkową stanowią niewątpliwie niezbędne i ekonomicznie uzasadnione koszty naprawy pojazdu. Początkowo Sąd Najwyższy nie uwzględniał więc innych szkód, na przykład wydatków poniesionych w toku postępowania likwidacyjnego na pomoc profesjonalnego pełnomocnika. Z czasem jednak w orzecznictwie Sądu Najwyższego zarysowała się tendencja do uwzględniania w ramach odszkodowania także innych niż koszty naprawy pojazdów, celowych i ekonomicznie uzasadnionych wydatków. Zdaniem Sądu Najwyższego, za ustaloną w orzecznictwie należy uznać wykładnię, że pełne odszkodowanie może obejmować także koszty ekspertyzy prywatnej sporządzonej w celu ustalenia rozmiaru szkody – na zlecenie poszkodowanego. Orzecznictwo to nie odnosiło się jednak do kosztów ekspertyz zlecanych przez nabywców wierzytelności odszkodowawczych, których dotyczy przedstawione do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne. W orzecznictwie przyjmuje się, że koszt ekspertyzy zleconej przez poszkodowanego może wchodzić w skład pełnego odszkodowania. Wymaga to jednak zbadania przesłanki związku przyczynowego i ustalenia, czy wydatek ten był uzasadniony i konieczny.

            Szanowni Państwo, oczekujemy zatem na wyrok Sądu Najwyższego, który ma pojawić się w polskim orzecznictwie jeszcze w tym miesiącu i rozstrzygnąć powstałą wątpliwość. Jeżeli zaś potrzebujcie Państwo pomocy specjalisty w tej bądź każdej innej dziedzinie prawa, zapraszamy do Kancelarii Doradców Prawnych e lex z siedzibą we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3. Dzięki współpracy z jedenastoma specjalistami z różnych dziedzin prawa, jesteśmy w stanie sprostać Państwa oczekiwaniom i obsłużyć kompleksowo w jednym miejscu.

 

 

Przedawnienie nie chroni pracodawcy
Dodane dnia: 18 września 2018

Przedawnienie nie chroni pracodawcy, gdy nie zadbał o poszkodowanego pracownika

Szanowni Państwo,

jak orzekł Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 12 kwietnia 2018r., zarzut przedawnienia podniesiony przez pracodawcę w sprawie w której pracownik uległ wypadkowi w miejscu pracy, jest sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, jeżeli postępowanie pracodawcy po wypadku było niewłaściwe.

            Przedmiotowy wyrok wydano w oparciu o kanwę stanu faktycznego w którym powód domagał się przyznania mu od pozwanego pracodawcy różnych świadczeń z tytułu wypadku przy pracy. Pozwany domagał się oddalenia powództwa podnosząc, iż powód przyczynił się do wypadku, że pozwany wspierał powoda finansowo, że uwzględnienie powództwa może doprowadzić do upadłości prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa, oraz, że roszczenie powoda uległo przedawnieniu.

Sądy rozpatrujące sprawę zgodnie przyjęły, że na budowie na której doszło do wypadku, nie wyznaczono strefy bezpieczeństwa. Pracownicy pozwanego byli nadzorowani przez osobę, która nie posiadała odpowiednich uprawnień. Powód w chwili przebywania na rusztowaniu nie posiadał kasku ani szelek bezpieczeństwa. W oparciu o przedmiotowe, zdaniem sądów pozwany ponosi odpowiedzialność za wypadek, któremu uległ powód. Wypadek był bezpośrednio związany z tym, że pozwany, jako pracodawca, nie zapewnił na budowie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Tymczasem, ciążył na nim taki obowiązek. Sądy zwróciły uwagę, że pracodawca nie przestrzegał postanowień obowiązującego na budowie planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, szczególnie w zakresie zabezpieczenia pracowników przed upadkiem z wysokości. Stąd powództwo zasługiwało na uwzględnienie co do zasady.

Jak wskazał sąd apelacyjny rozpatrujący sprawę i podniesiony przez pozwanego zarzut przedawnienia dochodzonego przez powoda roszczenia, instytucja przedawnienia służy zapewnieniu bezpieczeństwa w obrocie prawnym. Pozwala ona na uchylenie się przez zobowiązanego od zaspokojenia roszczenia po upływie określonego czasu. Korzystanie z zarzutu przedawnienia to prawo pozwanego. W niektórych jednak przypadkach może być ono uznane za nadużycie. Zarzut przedawnienia roszczenia nie jest skuteczny, gdy jego podniesienie godzi w zasady współżycia społecznego. Dotyczy to sytuacji, gdy w odczuciu społecznym nie można pogodzić zarzutu przedawnienia z powszechnie respektowanymi normami. Nadużycie zarzutu przedawnienia odnosi się wyłącznie do sytuacji wyjątkowych, jeśli zostaną udowodnione nadzwyczajne okoliczności. Sąd uznał, ze tak było w rozpatrywanej sprawie. Zarzut ten był bowiem sprzeczny z zasadami współżycia społecznego. Znaczenie ma to, że poszkodowany uległ znacznemu uszczerbkowi na zdrowiu. Nie bez znaczenia jest również i to, w jaki sposób postępował pozwany bezpośrednio po wypadku powoda. Był on oddalony od miejsca zdarzenia, ale nie polecił by wezwano do powoda pogotowie. Nakazał, by pracownicy wstrzymali się z dalszymi czynnościami do czasu, gdy on dotrze na budowę. Dotarł po 40 minutach i dla zaoszczędzenia czasu uznał, że przewiezie powoda do szpitala firmowym busem. Zachowania pozwanego sąd odwoławczy określił jako wstrząsające dla każdego postronnego obserwatora. Zdaniem sądu, świadczyły one o tym, że pozwany traktował swoich pracowników w sposób przedmiotowy. Pozwany jako pracodawca rażąco naruszał obowiązek dbałości o życie i zdrowie. Zatem, w realiach sprawy, nie można było przyjąć, że pozwany skutecznie mógł powoływać się na przedawnienie dochodzonego przez powoda roszczenia.

 

 

Zbyt liczne zjazdy z drogi krajowej są niebezpieczne
Dodane dnia: 2 lipca 2018

Szanowni Państwo,

jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 11 kwietnia 2018r., skoro z regulacji prawnych wynika, że należy ograniczać ilość zjazdów z dróg krajowych, to trafne jest stanowisko organu o odmowie wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do działki strony. Chodzi o bezpieczeństwo użytkowników dróg.

            W rozpatrywanej sprawie, strona wniosła o zezwolenie na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do jej działki. Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad nie zezwolił na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do działki wnioskodawczyni. Organ wyjaśnił, że obsługa nieruchomości skarżącej powinna być zapewniona przez dostęp do drogi krajowej za pośrednictwem drogi wewnętrznej, która to droga jest włączona do drogi krajowej za pośrednictwem zjazdu publicznego. Wskazał, że zarządca drogi może odmówić wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu ze względu na wymogi wynikające z warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne. Droga krajowa, o której była mowa w sprawie, została zaliczona do drogi klasy G, a w takim przypadku należy ograniczać liczbę i częstość zjazdów. Innymi słowy, zlokalizowanie zjazdów z takiej drogi może mieć miejsce w sytuacjach wyjątkowych, gdy nie ma możliwości zapewnienia jakiegokolwiek innego dojazdu. Tak jednak nie było w analizowanym przypadku. Uwzględnienie wniosku byłoby sprzeczne z interesem społecznym, gdyż każdy zjazd z drogi to potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję. Podkreślił, że działka wnioskodawczyni może mieć zapewniony dostęp do drogi krajowej za pośrednictwem drogi wewnętrznej. Wyjaśnił, ze decyzja nie narusza zasady równości. To, że w okolicy działki wnioskodawczyni znajduje się wiele zjazdów z drogi krajowej, nie oznacza, że wnioskodawczyni jest dyskryminowana. Organ zaznaczył, że większość z tych zjazdów została wykonana wiele lat temu w innym stanie faktycznym i prawnym. Tego rodzaju wnioski rozpatruje się zaś indywidualnie.

Wnioskodawczyni złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). Sąd administracyjny uznał ją jednak za niezasadną i ją oddalił. Podkreślił, że zaskarżona decyzja nie zapadła z naruszeniem prawa materialnego lub istotnych wad procesowych. WSA przypomniał, że podstawą decyzji o wyrażeniu lub odmowie zezwolenia na wykonanie zjazdu z drogi publicznej jest ustawa o drogach publicznych. W świetle jej regulacji, budowa lub przebudowa zjazdu należy do właściciela lub użytkownika nieruchomości przyległych do drogi, po uzyskaniu, w drodze decyzji administracyjnej, zezwolenia zarządcy drogi na lokalizację zjazdu lub jego przebudowę. Zarządca drogi może jednak odmówić wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu lub jego przebudowę albo wydać zezwolenie na lokalizację zjazdu na czas określony ze względu na wymogi wynikające z warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne.

Droga krajowa, której dotyczy żądanie, to droga główna – klasy G. W świetle przepisów prawa, należy ograniczyć liczbę i częstość zjazdów przez zapewnienie dojazdu z innych dróg niższych klas, szczególnie do terenów przeznaczonych pod nową zabudowę. Istnieją więc rygorystyczne regulacje, które nakazują ograniczenie zjazdów z takich dróg. Jest to podyktowane dbałością o płynność ruchu i bezpieczeństwo użytkowników dróg. Organy, wydając decyzje w tej kwestii, powinny przede wszystkim kierować się względami bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Na powyższą okoliczność zwraca się uwagę w orzecznictwie sądów administracyjnych.

Tego rodzaju decyzja wydawana jest w ramach uznania administracyjnego. Organ może, ale nie musi, wyrazić zgody na uwzględnienie wniosku. Zdaniem WSA, organ należycie uzasadnił decyzję odmowną i nie można zarzucić jej dowolności. Nie ma więc racji skarżąca, że decyzję wydano bez wnikliwego prowadzenia postępowania dowodowego. Organ oparł swoją decyzję na analizie materiału kartograficznego i zdjęć oraz przeprowadził oględziny. Należało więc podkreślić, że skarżąca ma alternatywną możliwość dojazdu do drogi krajowej. Możliwość ta miała w chwili oceny charakter potencjalny, wymagający podjęcia określonych działań przez skarżącą. Skarżąca może uzyskać dojazd z drogi krajowej do swojej nieruchomości przez drogę zarządzaną przez gminę, poprzez wystąpienie o ustanowienie drogi koniecznej.

WSA zaznaczył także, że sam fakt, że inne działki położone  w okolicy działki skarżącej mają zjazdy z drogi krajowej, nie oznacza, że naruszono zasadę równości. W postępowaniu administracyjnym nie analizuje się spraw z przeszłości, szczególnie, że te mogły mieć inny charakter niż sprawa strony skarżącej. Nie można więc mówić o naruszaniu zasady równości. Gdyby zgodzić się z przedmiotowym stwierdzeniem, to oznaczałoby to, że po wydaniu choćby jednej decyzji pozytywnej, organ byłby obowiązany do każdorazowego uwzględniania innych wniosków o ustanowienie zjazdu z drogi. To jednak błędny pogląd.

Reasumując, WSA uznał, że decyzja była trafna. Organ przy jej wydawaniu nie przekroczył granic swobodnego uznania administracyjnego. Skarga była zatem bezpodstawna.

 

Blankietowy zakaz sprzedaży ziemi rolnej
Dodane dnia: 25 czerwca 2018

Blankietowy zakaz sprzedaży ziemi rolnej narusza prawo do poszanowania mienia

 

Szanowni Państwo,

jak uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 22 maja br., zupełny i bezwzględny zakaz sprzedaży ziemi rolnej stanowi naruszenie prawa do poszanowania mienia właścicieli takiej ziemi.

            Skargę do Trybunału wniosło dwoje obywateli Ukrainy, którzy na początku lat 2000-nych odziedziczyli niewielkie działki rolne. Obie działki zostały wydzierżawione prywatnej firmie. Pierwsza skarżąca otrzymuje czynsz w naturze (zborze lub olej słonecznikowy), drugi skarżący pobiera czynsz w pieniądzu. Obie działki podlegają zakazowi sprzedaży, wprowadzonemu wstępnie, w charakterze regulacji tymczasowej, w 2005r. do czasu przyjęcia pakietu reform ustawowych mających na celu utworzenie dojrzałego rynku obrotu nieruchomościami rolnymi wraz z infrastrukturą. Przepisy tymczasowe dotąd jednak utrzymują w mocy prawie wyłączne moratorium na obrót ziemią uprawną, za wyjątkiem dziedziczenia, zamiany lub wywłaszczenia na cele publiczne. Zakaz obrotu ma zostać uchylony w nieokreślonej przyszłości, z chwilą przyjęcia nowej kompleksowej ustawy o obrocie ziemią rolną. Przed Trybunałem skarżący zarzucili, iż brak możliwości sprzedaży należącej do nich ziemi stanowi naruszenie ich prawa do poszanowania mienia, chronionego w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o prawach człowieka. Trybunał zgodził się ze skarżącymi i potwierdził naruszenie przedmiotowego artykułu.

Kluczową kwestią, która doprowadziła Trybunał do sprawdzenia, iż Ukraina naruszyła prawa do poszanowania własności skarżących, był fakt, iż władze ukraińskie konsekwentnie wskazywały na swój zamiar umożliwienia swobodnej sprzedaży i kupna ziemi rolnej z chwilą wprowadzenia infrastruktury rynkowej dla handlu takimi nieruchomościami. Jednakże, wbrew proklamacjom, wstępne moratorium na obrót gruntami rolnymi było wielokrotnie przedłużane i obecnie traktowane jest, we wszystkich praktycznych sytuacjach i aspektach tej regulacji, jako ograniczenie obowiązujące na czas nieokreślony, mimo, że wyznaczane terminy przyjęcia nowej ustawy o obrocie ziemią rolną było wielokrotnie i bez żadnych konsekwencji lekceważone.

Trybunał wziął pod uwagę argumenty rządu ukraińskiego, które wskazywały, iż zakwestionowany zakaz realizuje ważne interesy społeczne takie jak zapobieganie spekulacjom na rynku nieruchomości rolnych oraz zapobieganie pauperyzacji ludności wiejskiej w ten sposób, iż zakaz ten uniemożliwia komasację dużych obszarów w rękach kilku osób lub zaprzestanie upraw rolnych na gruncie. Argumenty te jednak nie przekonały Trybunału. Przede wszystkim władze ukraińskie nie wzięły pod uwagę indywidualnej sytuacji skarżących, a mianowicie tego, iż mieszkają oni w miastach i nie chcą zajmować się rolnictwem. Nadto sam ustawodawca stwierdził, iż zakaz obrotu ziemią rolną nie realizuje celów przywołanych przez rząd, lecz ma jedynie zapewnić wystarczająco dużo czasu na przyjęcie właściwych regulacji prawnych. Cele te mogłyby zostać zrealizowane w mniej inwazyjny sposób niż zupełne ograniczenie obrotu ziemią, to jest, na przykład, poprzez ustanowienie limitów obszarowych posiadanych gruntów lub opodatkowania sprzyjającego rolnictwu.

Trybunał wskazał dalej, iż żadne inne państwo członkowskie Rady Europy nie stosuje takich blankietowych zakazów obrotu ziemią rolną, w tym również państwa, których gospodarki znajdują się na etapach przejściowych pomiędzy gospodarką scentralizowaną a gospodarką wolnorynkową. Nie jest wolą Trybunału ocena tego, czy wybór dokonany przez ustawodawcę ukraińskiego w tej mierze był najlepszy. Zadaniem Trybunału jest ocena tego wyboru z punktu widzenia praw konwencyjnych. Ukraina przyjęła najbardziej restrykcyjne rozwiązanie z możliwych, nie przedstawiła przekonujących argumentów na jego utrzymanie, przy czym władze nie wywiązują się z przewidzianych w tym rozwiązaniu założeń w konsekwentny sposób. W tym stanie rzeczy Trybunał stwierdził, iż obciążenie nałożone na skarżących właścicieli gruntów rolnych jest nadmierne. Ukraina nie zachowała sprawiedliwej równowagi pomiędzy wymogami interesu powszechnego a indywidualnym interesem skarżących, przekraczając tym samym granice marginesu swobody decyzyjnej przysługującej państwu na podstawie art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji. Miało tym samym miejsce naruszenie tego artykułu.

Warto w tej mierze przypomnieć, iż w Polsce również obowiązują bardzo poważne ograniczenia w obrocie ziemią rolną, łącznie z 5-letnim zakazem sprzedaży nieruchomości rolnych wchodzących w skład Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, który został wprowadzony na podstawie ustawy z dnia 14 kwietnia 2016r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Dalej, w świetle art. 2a ustawy z dnia 11 kwietnia 2003r. o kształtowaniu ustroju rolnego, ziemia rolna może zostać nabyta jedynie przez rolnika indywidualnego, a gospodarstwo rodzinne nie może przekraczać powierzchni 300 ha użytków rolnych. W świetle omawianego orzeczenia, zacytowane regulacje prawa polskiego nie wychodzą, póki co, poza margines swobody decyzyjnej przysługującej państwom-stronom Konwencji w odniesieniu do ograniczeń podstawowego prawa do poszanowania mienia z art. 1 Protokołu nr 1. Nie można więc mówić o groźbie naruszenia tego artykułu, a cele realizowane w ten sposób przez polskiego ustawodawcę na ten czas należy uznać za uprawnione.

 

 

Radykalna ustawa antyaborcyjna spowoduje niezamierzone skutki
Dodane dnia: 29 maja 2018

Szanowni Państwo,

jak wynika z opinii Biura Analiz Sejmowych, wprowadzenie zakazu aborcji bez wzięcia pod uwagę obecnego stanu opieki nad dziećmi ciężko upośledzonymi i śmiertelnie chorymi może spowodować niezamierzone i negatywne skutki.

            Złożony w Sejmie obywatelski projekt zmian ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży ma polegać na zakazie aborcji nawet wtedy, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Według specjalistów z Biura Analiz Sejmowych, ustawa wpłynie na funkcjonowanie instytucji ochrony zdrowia, w tym zajmujących się opieką paliatywną i hospicyjną, włączonych do systemu ochrony zdrowia mocą rządowego programu „Za życiem”. Zauważono, że obecnie funkcjonuje 14 hospicjów perinatalnych, z których tylko 4 ma podpisane umowy z NFZ. Można zakładać zatem, że projektowane zmiany spowodują znaczny wzrost liczby pacjentów w tego typu placówkach. Jednak zapewne nie uda im się objąć opieką wszystkich potrzebujących.

Ustawa ma również duże znaczenie dla lekarzy ginekologów i neonatologów. Eksperci podkreślają, że niepewność co do treści prawa dotyczącego aborcji stanowi zagrożenie dla ich bezpieczeństwa prawnego. Obecnie, kwalifikacja wady należy do lekarza, który nie dysponuje oficjalnym wykazem jednostek chorobowych. Ministerstwo Zdrowia zaznacza, że stopień uszkodzenia płodu może być różny w przebiegu tych samych chorób, w szczególności zespołów chorobowych. Decyzja o tym, czy wystąpiło uszkodzenie płodu, jest zatem podejmowane przez lekarza w odniesieniu do konkretnego przypadku.

Według ekspertów, aby ustawa osiągnęła zamierzony cel, należy zwiększyć nakłady finansowe. Mankamentem projektu jest też zignorowanie opinii osób, które nie podzielają aksjologii autorów projektu, a które będą również podlegały tym regulacjom. Powinno się zatem położyć nacisk na usprawnienie istniejącego systemu opieki zdrowotnej, w tym paliatywnej, a także dołożyć wszelkich starań, aby wsparcie dla rodzin dzieci niepełnosprawnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami, było należycie realizowane. Wprowadzenie zakazu aborcji bez wzięcia pod uwagę obecnego stanu opieki nad dziećmi upośledzonymi i śmiertelnie chorymi jest przejawem pryncypialnego podejścia do ochrony życia, który utrudnia dostrzeżenie ewentualnych niezamierzonych i negatywnych skutków.

            Projekt zwiększy również odpowiedzialność lekarzy, którzy w obawie przed zarzutami o nieuzasadnione działanie w ciąży trudniej mogą unikać ryzykownych badań i interwencji medycznych. Natomiast skutki polityczne to silna polaryzacja debaty światopoglądowej, na której mogą zyskać ugrupowania skrajne. Może to wywołać zniechęcenie społeczeństwa do polityki, która nie reprezentuje woli większości, a jedynie grono aktywistów bardziej zdeterminowanych w walce o realizację wyznawanych przez siebie wartości. Warto bowiem przywołać wyniki ostatnich sondaży, które pokazują, że 37% Polaków opowiada się za liberalizacją przepisów, 43% za utrzymaniem obowiązującego kompromisu, a jedynie 15% domaga się zaostrzenia przepisów. Projekt narusza ład wyznaczony przez tzw. kompromis aborcyjny akceptowany przez większość Polaków. Projektodawcy zakładają, że nowelizacja jest naturalnym, kolejnym po wprowadzeniu w 1939r. ogólnego zakazu przerywania ciąży z trzema krytycznymi wyjątkami, krokiem w kierunku ochrony życia. Jednak dążenie do radykalnego ograniczenia możliwości podjęcia przez kobietę decyzji nie cieszy się dużym poparciem, a powoduje coraz większą radykalizację debaty oraz aktywność środowisk politycznych zmierzających do aborcji na żądanie.

           

 

Chronienie danych
Dodane dnia: 10 kwietnia 2018

Sądy też mają chronić dane, ale orzecznicze trochę inaczej

Szanowni Państwo,

sądy, jak wszystkie instytucje publiczne, mają obowiązek chronienia danych osobowych. Będą też zobowiązane do stosowania od 25 maja br. nowych unijnych przepisów. Wyłączone będą jednak z tego dane przetwarzane w ramach działalności orzeczniczej.

            Jak zapewne Państwo wiedzą, od 25 maja br. w całej Unii Europejskiej obowiązywać będzie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. Jego uzupełnieniem ma być krajowa ustawa o ochronie danych osobowych, której projekt przyjął rząd. Według założeń autorów, ma ona być uchwalona przed 25 maja. Jednak jak podkreśla Generalny Inspektor Danych Osobowych, nawet gdyby ustawa nie została uchwalona na czas, to rozporządzenie i tak obowiązywać będzie wprost. Również instytucje publiczne, w tym także sądy, jako podmioty o szczególnym znaczeniu z punktu widzenia funkcjonowania państwa, jak również z punktu widzenia praw obywateli, muszą wejście w życie nowych regulacji potraktować szczególnie poważnie. Administratorzy ci muszą bowiem mieć świadomość odpowiedzialności za prawidłowe przetwarzanie danych osobowych, którymi dysponują.

RODO ogranicza obowiązki w zakresie ochrony danych osobowych dla sądów w zakresie sprawowania przez nie wymiaru sprawiedliwości. W przypadku Polski wyłącznie obejmuje Sąd Najwyższy, sądy powszechne, administracyjne i wojskowe w zakresie, w jakim sprawują one wymiar sprawiedliwości. Obowiązek ten jednak w stosunku do sądów został ograniczony w ten sposób, że sądy np. mają obowiązek powołania inspektora ochrony danych we wszystkich sprawach, za wyjątkiem zakresu przetwarzania danych związanym ze sprawowaniem przez nie wymiaru sprawiedliwości.

Prawnicy komentujący nowe unijne i projektowane polskie przepisy są zgodni co do tego, że w sądach konieczne będzie powołanie inspektorów danych osobowych. Zastąpią oni działających obecnie administratorów bezpieczeństwa informacji, chociaż zakres uprawnień i obowiązków inspektorów będzie trochę inny. W artykule 10 projektu ustawy przyjęto, że przez organy i podmioty publiczne obowiązane do wyznaczenia inspektora danych rozumie się m.in. jednostki sektora finansów publicznych, czyli również sądy i trybunały. Należy zatem przyjąć, że sądy mają obowiązek wyznaczenia inspektora danych osobowych na takich samych zasadach jak inne organy lub podmioty publiczne, jednak z zakresu ich kompetencji wyłączone będą operacje przetwarzania danych związanych z czynnościami orzeczniczymi sądów. Mamy tu zatem do czynienia z przedmiotowym (zakresowym) wyłączeniem obowiązku wyznaczenia inspektora przez sądy, a nie podmiotowym zwolnieniem sądów z tego obowiązku. Od strony podmiotowej sądy przetwarzają nie tylko dane związane z ich funkcją jurysdykcyjną, ale również z działalnością organizacyjną. Mają zatem obowiązek wyznaczać inspektorów ochrony danych, przy czym spod zakresu ich zadań będą wyłączone operacje przetwarzania danych ściśle mieszczące się w ramach czynności orzeczniczych.

            Szanowni Państwo, myślę, że każdy z Was jeżeli tylko przetwarza dane osobowe powinien być przygotowany do wchodzących w życie nowych unijnych przepisów. Dotyczy to w szczególności przedsiębiorców. Kary bowiem za nieprzestrzeganie nowych uregulowań są wręcz kuriozalne, ale jednak inspektorzy nie będą wahali się przed ich nakładaniem. Kancelaria Doradców Prawnych e lex z siedzibą we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3, oferuje Państwu przeprowadzenie audytu firmy, szkolenia i stworzenia polityki przedsiębiorstwa adekwatnie do istniejących potrzeb. Przedmiotowe zabezpieczy Państwa przez karami do nakładania których od 25 maja br. będą uprawnieni nie tylko inspektorzy danych osobowych, ale również inspektorzy pracy. O szczegółach dowiecie się Państwo pod numerem telefonu: 539-903-764.

 

 

Życzenia
Dodane dnia: 28 marca 2018

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół życzy

Zespół Pracowników Kancelarii Doradców Prawnych e Lex.

Poręczyciel wekslowy
Dodane dnia: 22 marca 2018

Poręczyciel wekslowy przyjmuje na siebie odpowiedzialność za dług osoby podpisanej na wekslu

Szanowni przedsiębiorcy,

jak orzekł Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 21 października 2016r., jeżeli poręczyciel wekslowy poręczył za wystawcę weksla własnego, jest głównym dłużnikiem wekslowym i odpowiada jak główny dłużnik wekslowy. Wierzyciel decyduje wówczas czy pozwać dłużników wekslowych łącznie, czy też każdego z nich z osobna.

            Przedmiotowe postanowienie wydano w oparciu o kanwę stanu faktycznego w którym powód, spółka handlowa, w ramach umowy ramowej dostarczyła swojemu kontrahentowi, spółce akcyjnej, towary, określając termin zapłaty za nie. Wobec uchybienia terminowi zapłaty, strony zawarły porozumienie, którego zabezpieczeniem był złożony do dyspozycji powodowej spółki weksel in blanco, poręczony także przez żonę członka zarządu pozwanej spółki. Kiedy warunki porozumienia zostały naruszone, powodowa spółka je wypowiedziała, a następnie wypełniła weksel i wezwała spółkę i poręczającą do dobrowolnego spełnienia świadczenia. Pozwani nie odpowiedzieli na przedmiotowe wezwanie, jak też nie wykupili weksla. Sąd Okręgowy na żądanie powodowej spółki wydał wówczas nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym z weksla, polecając pozwanej spółce akcyjnej i poręczającej weksel, solidarną zapłatę na rzecz powodowej spółki, kwoty, na którą opiewał weksel.

Sąd Okręgowy po rozpoznaniu wniesionych przez pozwanych zarzutów, koncentrując się na braku upoważnienia powodowej spółki do wypełnienia weksla wobec jego wygaśnięcia, utrzymał w mocy nakaz zapłaty. Wskazał, że zgodnie z treścią porozumienia, wierzyciel mógł wypełnić weksel na sumę odpowiadającą całości zadłużenia dłużnika, jednocześnie z odstąpieniem od umowy w razie nienależytego wywiązywania się dłużnika z przyjętych na siebie zobowiązań. Pozwana spółka zaprzestała spłat zadłużenia, co upoważniało powodową spółkę do odstąpienia od umowy, wypełnienia weksla i wezwania dłużnika i poręczającego weksel do jego wykupu. Dopiero później wystąpiła do sądu o wydanie nakazu zapłaty z weksla. Powodowa spółka, zdaniem sądu, nie naruszyła porozumienia wekslowego wypełniając weksel in blanco, gdyż zrobiła to dopiero w momencie niedotrzymania terminów spłaty przez dłużnika. To zaś było równoważne z uprawnieniem powodowej spółki do odstąpienia od porozumienia. Spółka nie mogłaby zatem wypełnić weksla, gdyby od umowy odstąpiła.

Rozpoznając apelację Sąd Apelacyjny podkreślił, że zobowiązanie wekslowe ma charakter abstrakcyjny, co oznacza, że obowiązek zapłaty sumy wekslowej jest niezależny od istnienia i ważności zobowiązania podstawowego, leżącego u podstaw zaciągnięcia zobowiązania wekslowego. Dłużnik nie może więc podnosić zarzutów z tego stosunku, ponieważ zobowiązanie wekslowe istnieje niezależnie od tego, a ewentualne wady tego stosunku nie wpływają na możliwość dochodzenia roszczeń z weksla. Poręczyciel wekslowy przyjmuje na siebie abstrakcyjną odpowiedzialność wekslową za dług osoby podpisanej na wekslu. Poręczenie wekslowe jest z ustawy zobowiązaniem solidarnym. Jeżeli poręczyciel wekslowy poręczył za wystawcę weksla własnego, jest głównym dłużnikiem wekslowym i odpowiada jak główny dłużnik wekslowy. Wierzyciel może więc dochodzić w całości lub części długu, zależnie od swej woli, albo od wszystkich dłużników solidarnie łącznie, albo od kilku, albo od każdego z osobna, bez zachowania porządku, w jakim się zobowiązali lub też charakteru głównego, subsydiarnego (akcesoryjnego) ich zobowiązania.

Sąd Apelacyjny wskazał, że sekwencja działań powodowej spółki była właściwa i zgodna z przyjętym przez stronę pozwaną porozumieniem. Weksel został wypełniony przez nią we właściwym czasie, po odstąpieniu od umowy ze stroną pozwaną, wobec czego nieskuteczny byłby zarzut o przedwczesności, bądź spóźnionym jego wypełnieniu. Sąd podkreślił, że pozwani, tj. wystawca weksla i poręczyciel wekslowy, nie wywiązali się z porozumienia w żadnym zakresie i to uprawniało powoda do podjętych działań. Powód nie był natomiast ograniczony w dochodzeniu powództwa tylko od jednego z zobowiązanych. Solidarność zobowiązania wekslowego oznaczała, że od powoda zależało, czy będzie żądał zapłaty od nich łącznie czy też od każdego z nich z osobna.

            Szanowni Państwo,

chciałabym by temat dzisiejszego artykułu był dla Państwa światłem ostrzegawczym przed poręczaniem za dług innej osoby i mam na myśli zarówno poręczenie cywilne jak i wekslowe. Przedmiotowe poręczenia, w szczególności poręczenie wekslowe, są niezwykle chętnie praktykowane przez banki i różnego rodzaju instytucje, właśnie z powodów o których mowa w niniejszej notatce. Niestety społeczeństwo też nie ma zahamowań do podpisywania tego rodzaju dokumentów, nie będąc świadomym na co się zgadzają, składając pod wekslem swój podpis, z adnotacją poręczam. Wierzyciel zyskuje co najmniej dwóch dłużników, analizuje sytuację materialną każdego z nich, i wszczyna egzekucje z tego, z którego ma największe szanse się zaspokoić. Oczywiście w takim przypadku poręczycielowi, który spłacił cudzy dług, przysługuje prawo regresu w stosunku do dłużnika głównego, ale proces jest trudny, długotrwały i niestety w większości przypadków bezowocny. Ale ten temat, będzie przedmiotem kolejnego z artykułów, na który już teraz serdecznie Państwa zapraszam. W przypadku zaś chęci osobistej rozmowy i ewentualnego przedstawienia swojej sprawy, zapraszam na spotkanie do siedziby Kancelarii Doradców Prawnych e lex, we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3.

 

 

Doręczenie wyroku
Dodane dnia: 13 marca 2018

Sąd cywilny nie doręcza nieobecnej stronie wydanego wyroku

Szanowni Państwo,

jak wynika z postanowienia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 6 listopada 2017r., sąd nie ma obowiązku doręczyć stronie odpisu wyroku wraz z uzasadnieniem tylko dlatego, że nie stawiła się ona na ogłoszeniu orzeczenia.

Przedmiotowe postanowienie wydano w oparciu o kanwę stanu faktycznego, w którym Sąd Okręgowy odrzucił apelację powodów wniesioną od wyroku wydanego przez ten sąd 20 kwietnia 2017r. Sąd uzasadniając swoje rozstrzygnięcie wskazał, że na początku maja 2017r., a więc po upływie 7 dni od ogłoszenia wyroku, powódka złożyła wniosek o doręczenie jej wyroku wraz z uzasadnieniem. Z początkiem czerwca 2017r. powodowie wnieśli zaś pismo zatytułowane „zażalenie”, w którym kwestionowali wydany wyrok. Sąd Okręgowy przyjął, że pismo z czerwca 2017r stanowiło w rzeczywistości apelację. Uznał jednak, że pismo to zostało złożone po upływie terminu przewidzianego prawem i tako takie podlegało odrzuceniu. Sąd pokreślił, że powodowie nie złożyli skutecznego wniosku o doręczenie im wyroku wraz z uzasadnieniem, więc należało uznać, że apelację złożyli po terminie.

Powodowie w zażaleniu kwestionowali wydane postanowienie. Skarżący zwrócili uwagę, że powódka na ostatniej rozprawie poinformowała sąd, że z uwagi na zły stan zdrowia nie będzie mogła stawić się na terminie publikacji wyroku, wobec czego wniosła o jego odroczenie. Tymczasem sąd nie przychylił się do jej wniosku o zmianę terminu. W tej sytuacji powódka była przekonana, że otrzyma wyrok. Wyjaśniła, że jej pismo z maja 2017r. należało traktować jako ponaglenie sądu o doręczenie jej uzasadnienia orzeczenia, a nie zaś jako wniosek o jego doręczenie.

Sąd Apelacyjny oddalił zażalenie powodów, uznając je za niezasadne. W świetle art. 328 § 1 k.p.c. uzasadnienie wyroku sporządza się pisemnie na wniosek strony o doręczenie jej wyroku wraz z uzasadnieniem, zgłoszony w terminie tygodniowym od dnia ogłoszenia sentencji, bądź od dnia jej doręczenia. Wniosek spóźniony sąd odrzuca na posiedzeniu niejawnym. Natomiast na podstawie art. 369 § 1 k.p.c. apelację wnosi się do sądu, który wydał zaskarżony wyrok, w terminie dwutygodniowym od doręczenia stronie skarżącej wyroku z uzasadnieniem. Jeżeli strona nie zgłosiła wniosku o doręczenie jej wyroku wraz z uzasadnieniem, termin do wniesienia apelacji biegnie od dnia, w którym upłynął termin do zgłoszenia takiego wniosku.

Sąd Apelacyjny zaznaczył, że skoro wyrok został ogłoszony 20 kwietnia 2017r., to oznacza, że strony mogły domagać się doręczenia im odpisu orzeczenia wraz z uzasadnieniem do 27 kwietnia 2017r. Taki wniosek został złożony po terminie – w maju 2017r., i nie mógł być uznany za skuteczny. Słusznie więc Sąd Okręgowy do odrzucił. Skoro taki wniosek nie został skutecznie wniesiony, to oznacza, że od dnia 27 kwietnia 2017r., należało liczyć bieg dwutygodniowego terminu na złożenie apelacji przez strony. Termin ten upłynął 11 maja 2017r. Powodowie wnieśli apelację dopiero w czerwcu 2017r. Biorąc pod uwagę datę wniesienia apelacji przez powodów, należało ją ocenić jako spóźnioną. Zgodnie z art. 370 k.p.c. sąd I instancji odrzuci na posiedzeniu niejawnym apelację wniesioną po upływie przepisanego terminu. Sąd odwoławczy zwrócił uwagę, że nie można było zgodzić się z autorami zażalenia, że wniosek powódki złożony w maju 2017r. w przedmiocie doręczenia jej odpisu wyroku wraz z uzasadnieniem, stanowił w rzeczywistości wniosek o ponaglenie sądu. Sąd Apelacyjny podkreślił, że żaden przepis procedury cywilnej nie nakłada na sąd obowiązku doręczenia stronom wyroku, nawet pomimo nieobecności uczestników procesu na terminie publikacji. Na marginesie sąd odwoławczy wskazał, iż informacje dotyczące stanu zdrowia powódki, które zostały przedstawione w zażaleniu, mogły być brane pod uwagę przy ewentualnym wniosku o przywrócenie terminu. Powódka jednak takiego wniosku nie sformułowała.

 

Strona 1 z 812345...Ostatnia »