KancelariaWloclawek.pl


Twoje usługi prawne we Włocławku

Aktualności

 
Urząd Zamówień Publicznych będzie bardziej przyjazny
Dodane dnia: 30 stycznia 2019

Szanowni Przedsiębiorcy

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii kończy prace nad projektem nowego prawa zamówień publicznych i kieruje go do konsultacji publicznych. Procedura koalicyjna ma pomóc szybko rozstrzygać spory podczas realizacji umów o zamówienia publiczne. Więcej ogłoszeń ma trafić do Biuletynu Informacji Publicznych, pojawić ma się nowa procedura. Planowane są też publikacje kolejnych dobrych praktyk, np. w sprawie klauzul zmian umowy i aktualizacja miniPortalu. Nowe prawo ma być bardziej elastyczne, uproszczone i odnoszące się do praktyki. Ma ułatwić funkcjonowanie zarówno zamawiającym, ale i wykonawcom. O tym jakie będzie nowe prawo kilka słów poniżej. Zapraszam.

Projekt ustawy liczy 682 artykuły. To o ponad 400 więcej niż obecna ustawa, bowiem w projekcie jest wiele nowych rozwiązań i propozycji, których obecna ustawa nie zawiera. Mając świadomość, że ważne są nie tylko zapisy, ale również ich interpretacja i praktyka stosowania, po zakończeniu procesu legislacyjnego ma powstać praktyczny komentarz do nowego prawa.

Powstanie nowy urząd jakim będzie postępowanie koncyliacyjne, którego głównym założeniem ma być położenie nacisku na etap realizacji zamówienia. Postępowanie będzie prowadzone w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO), a dokładnie w wydziale nazwanym Izbą Koncyliacyjną. Członkowie KIO zatem, obok rozstrzygania zarzutów merytorycznych i odnoszenia się do szacunków i opinii biegłych na etapie sporów o udzielenie zamówienia, mają rozstrzygać spory również na etapie realizacji umowy. Z tytułu powstania w KIO nowej Izby Koncyliacyjnej, skład KIO może się zwiększyć nawet do 100 członków. Obecnie jest ich 49.

Do koncyliacji mają trafiać sytuacje w których pojawiają się problemy, opóźnienia, roszczenia o prace dodatkowe czy zamienne, zmiany umowy, naliczanie kar umownych, etc. W praktyce zdarza się bowiem, że nawet jeżeli zamawiający przewidział jakieś przesłanki zmiany umowy, to w rzeczywistości, gdy dochodzi do nieoczekiwanego zdarzenia, nie ma pewności, czy można je stosować. Czy dana zmiana mieści się w granicach istotności zmiany, przesłanek ustawowych zmiany, etc. I w takich sytuacjach właśnie ma pomóc Izba Koncyliacyjna. Ma zbliżać strony do ugody. Izba im powie: to można na gruncie prawa zamówień publicznych, tego nie można, ta kwota jest zasadna, ta nie, to jest zgodne z zasadą konkurencji, itp. Nowa izba w KIO ma odciążyć sądy, ale i pomóc podejmować stronom racjonalne decyzje.

Postępowanie koncyliacyjne zostało ograniczone do pół roku, z opcją przedłużenia za zgodny wniosek stron. Jeżeli przez czas ten strony nie dojdą do porozumienia, wtedy pozostawać będzie „twarda” ścieżka sądowa. Zatem zanim strona wystąpi z roszczeniem, poprzedzą je negocjacje, dojdzie do wymiany pism, spotkań etc. Ugody zawarte przez strony w postępowaniu koncyliacyjnym mają mieć moc równą wyrokom sądu powszechnego. Sąd zatem nie będzie musiał ich potwierdzać. W przypadku braku porozumienia, strony się rozejdą i każda będzie mogła zwrócić się do sądu.

Finalnie w skierowanym do konsultacji projekcie nowego prawa zamówień publicznych progi pozostają na dotychczasowym poziomie, co nie oznacza, że jeszcze jakieś modyfikacje nie zostaną wprowadzone. W przypadku zamówień o wartości od 50 tys. zł do progu bagatelności, będzie obowiązek publikowania informacji o postępowaniu w Biuletynie Zamówień Publicznych. W projekcie jest wiele ułatwień dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Poza wspomnianymi zamówieniami o wartości ponad 50 tys. zł, pojawią się plany zamówień, aktualizowane co kwartał. Wykonawcy będą mieli zatem szereg informacji dotyczących planowanych i wszczynanych postępowań w tym samym publikatorze. Nie będą musieli szukać ich na kilkudziesięciu stronach. Obecnie też jest taki obowiązek, ale w Biuletynie Informacji Publicznej, a to oznacza, że każdy przedsiębiorca publikuje w swoim BIP.

Od progu bagatelności do unijnego będzie nowa procedura, nazwana podstawową. Ma być prosta i ujednolicona. Nowością będzie też możliwość przeprowadzenia negocjacji bez ogłoszenia, gdy zamawiający odstąpi od umowy nie z własnej winy. Takie negocjacje można będzie prowadzić z wykonawcami, którzy złożyli oferty w pierwotnym postępowaniu, czyli będą to wykonawcy, którzy złożyli swoje oferty. Poszerzone mają zostać również ramy waloryzacji. Będzie przewidziana możliwość waloryzacji, gdy np. postępowanie jest bardzo długo rozstrzygane. Jeśli bowiem postępowanie trwa rok, to zmieniają się uwarunkowania rynkowe. To są ułatwienia zarówno dla wykonawców jak i zamawiających.

W związku z pojawiającymi się problemami w korzystaniu z miniPortalu, został on poddany diagnozie i część z powstałych problemów, związanych głównie z użytkowaniem, zostało wyeliminowanych. Przygotowywane są zmiany i aktualizacje. Testowane są nowe wdrożenia i wkrótce zostaną wgrane do miniPortalu. Będą nimi m.in. alerty, by nie korzystać z  klucza od jednego postępowania w innym. Będą walidacje, które uczulą wykonawców, by ofertę wysłali tam, gdzie zamierzali. Nie mniej jednak zalecane jest czytanie instrukcji i oglądanie filmików instruktażowych, bowiem wyjść naprzeciw wszystkim problemom się niestety nie da. Zgodnie z aktualnym harmonogramem 1 kwietnia br. ma zostać wykonane centralne repozytorium danych i wersja testowa Platformy.

Jak Ministerstwo uzasadnia wprowadzane zmiany do prawa zamówień publicznych, zainteresowanie państwa nie powinno ustawać w momencie wyłonienia wykonawcy, ale winno się angażować w kolejne etapy procedury, oraz w etapy ją poprzedzające. Od lat bowiem zauważalne są problemy między wykonawcą a zamawiającym. Istnieją wątpliwości czy dane zachowanie mieści się w dyspozycji dopuszczalnej zmiany umowy. Zamawiający są zainteresowani skuteczną realizacją zamówienia, dla wykonawców zaś ważne jest zachowanie płynności finansowej. W takiej sytuacji, szybkie, z obopólnymi ustępstwami, ale przede wszystkim zgodne z prawem porozumienie stron, jest cenniejsze niż pójście do sądu i wygranie sprawy po 3-4 latach.

Ustawa uchwalona, wyższe stawki VAT zostają
Dodane dnia: 14 stycznia 2019

Szanowni Państwo,

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę dotyczącą podatku od towarów i usług, na mocy której wyższa stawka zostanie utrzymana, choć początkowo podkreślano, że jest ona jedynie tymczasowa. Kolejne rządy zapowiadały, że utrzymają się do końca bieżącego roku.

Wyższe stawki podatku – podstawową 23% i obniżoną 8%, po raz pierwszy wprowadził rząd PO-PSL w 2011r, ze względu na kryzys finansowy. Kolejne gabinety co dwa lata przedłużały tę w założeniu tymczasową podwyżkę. Działania poprzedników kontynuuje PIS, który zadecydował, że VAT na poziomie 23% i 8% będzie funkcjonował nadal. Zmieniony przepis przewiduje, że stawki w wysokości 23% i 8%, jak również stawka zryczałtowanego podatku dla rolników w wysokości 7% i stawka ryczałtu dla podatników świadczących usługi taksówek osobowych w wysokości 4%, będą obowiązywać do końca roku następującego po roku, w którym spełnione zostaną określone warunki relacji długu do PKB. A co to tak właściwie oznacza? O tym kilka słów poniżej.

Resort finansów proponuje sztywne, ustawowe zapisanie warunków, po spełnieniu których stawki VAT automatycznie wrócą do swoich podstawowych wielkości – 22% i 7%. Nie mniej jednak istnieją obawy, że obniżka nastąpi nie szybko. Zgodnie z ministerialnym projektem, powrót do niższych stawek nie będzie już zależał bezpośrednio od decyzji polityków, lecz od poziomu deficytu finansów publicznych oraz długu. Podwyższone stawki mają obowiązywać tak długo, aż spełnione zostaną dwa warunki. Pierwszy, dług publiczny pomniejszony o wartość gotówki jaką Ministerstwo Finansów ma na swoich rachunkach, np. ze sprzedaży obligacji, będzie się utrzymywał powyżej 43% PKB. Warunek drugi, różnica między deficytem sektora finansów publicznych, a celem do którego Polska zobowiązała się zmierzać, będzie większa niż 6% PKB.

            Ważąc powyższe, obawy społeczeństwa o nieprędkim obniżeniu wysokości podatków, mogą okazać się uzasadnione.

           

 

Prokuratorzy niechętnie zaprzeczają ojcostwu
Dodane dnia: 8 stycznia 2019

Szanowni Państwo,

z każdym dniem zwiększa się liczba spraw o zaprzeczenie ojcostwa z powództwa prokuratora. Jest to obecnie mniej niż jeden procent wszystkich wniosków wpływających do prokuratury – według szacunków kilkadziesiąt spraw w skali kraju. Jednak są sytuacje życiowe, w których pomoc prokuratora w przeprowadzeniu takiego postępowania jest niezbędna.

            Ojciec dziecka ma pół roku na zaprzeczenie ojcostwa, od chwili dowiedzenia się o jego urodzeniu. Jeżeli nie wystąpi do sądu, to obowiązuje domniemanie, że jest faktycznym ojcem. Po tym terminie może działać tylko prokurator. Obowiązuje domniemanie, że ojcem dziecka jest mąż matki. Separacja nie zmienia tego przepisu. Tylko zawarcie związku małżeńskiego z nowym partnerem spowoduje, że będzie on traktowany jako domniemany ojciec dziecka.

W jednej tylko Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w 2017r. odnotowano pięć spraw o zaprzeczenie ojcostwa. W dwóch przypadkach prokurator wytoczył powództwo i zostało ono uwzględnione przez Sąd Rodzinny i Nieletnich. W dwóch sprawach odmówił, gdyż powódka sama złożyła wniosek o zaprzeczenie ojcostwa w ustawowym terminie. Jeden z prokuratorów rejonowych informuje, że w 2018r. nieco wzrosła liczba wniosków. Zarejestrowano ich w Prokuraturze Okręgowej dziewięć, ale tylko w jednej sprawie prokurator złożył pozew do sądu i sąd uwzględnił roszczenie. W sześciu zaś nie zgłosił swego udziału. W jednej natomiast odmówił wszczęcia sprawy, gdyż badanie DNA wskazywało na to, że ojcem dziecka jest mąż matki.

Zaprzeczenie ojcostwa przez prokuratora może nastąpić w dowolnym terminie od narodzin dziecka, ale po śmierci dziecka jest to niemożliwe. Prokurator nie broni interesu matki lub mężczyzny, a stoi na straży praworządności oraz dobra dziecka. Prokurator wnosi pozew do sądu tylko na wniosek zainteresowanych. Pozywa dziecko, matkę, oraz prawnego ojca, nie reprezentując żadnej ze stron. W rzeczywistości każdego, kto z takim powództwem wystąpi czeka skomplikowany proces. Uzyskać sądowe zaprzeczenie ojcostwa jest bardzo trudno. Prokurator odmawia wszczęcia powództwa, gdy:

– stwierdzi, że nie przyczyni się to dla dobra dziecka, lub;

– nie wymaga tego ochrona interesu społecznego, lub;

– nieprawdopodobne jest, by ojcem dziecka nie był mąż matki, lub;

– z przyczyn formalnych, np. niewłaściwości miejscowej prokuratora

Brak badań DNA nie jest warunkiem niezbędnym by prokurator złożył pozew. Zaprzeczenie ojcostwa nie jest dopuszczalne, jeżeli dziecko urodziło się w następstwie procedury medycznie wspomagane prokreacji, na którą mąż matki wyraził zgodę.

Przykładem tego czym jest dobro dziecka dla sądów orzekających może być orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 18 czerwca 2018r. Trybunał oddalił skargę mężczyzny na odmowną decyzję prokuratora. Trybunał orzekł, że prokurator odmawiał przez wiele lat wytoczenia powództwa o zaprzeczenie ojcostwa skarżącego, gdyż matka nie potrafiła wskazać ojca. Matka utrzymywała, że została zgwałcona. Jednakże prokurator, według Trybunału, wielokrotną odmowę wytoczenia powództwa poprzedzał wnikliwym zbadaniem okoliczności sprawy i kierował się dobrem dziecka. Prokurator zdecydował się na wytoczenie powództwa dopiero po wskazaniu przez matkę dziecka jego potencjalnego ojca.

Jak widzicie Szanowni Państwo, sprawa o zaprzeczenie ojcostwa jest procesem bardzo trudnym, nawet w okresie tych 6 miesięcy w których z powództwem takim może wystąpić ojciec dziecka. Nie mniej jednak, dzięki pomocy profesjonalnych pełnomocników, może ona zakończyć się sukcesem. Wymagane jest jednak zachowanie powyższego terminu, bowiem po jego upływie powództwo takie może wytoczyć wyłącznie prokurator, a wtedy jak wspomniałam w dzisiejszym artykule sprawa się dość mocno komplikuje. Zachęcam Państwa do korzystania z pomocy specjalistów. W tym celu polecam naszą Kancelarię znajdującą się we Włocławku, przy ul. Wojska Polskiego 18/3. Proszę pamiętać, że w zasadzie każdej sprawie, nie tylko o zaprzeczenie ojcostwa, bierny upływ czasu rzutuje na wynik postępowania.

 

 

Dramatyczne skutki braku szkolenia zleceniobiorcy
Dodane dnia: 23 października 2018

Szanowni Państwo,

dzisiaj kilka słów o mało przyjemnej kwestii, ale niestety dość często występującej, jaką jest wypadek przy pracy. Chciałabym dzisiejszy artykuł poświęcić omówieniu dość istotnego dla orzecznictwa, nowego wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 9 maja 2018r. Pokazuje on w szczególności jak wielka odpowiedzialność spoczywa na pracodawcach, dlatego przedsiębiorców szczególnie zapraszam do lektury.

            W rozpatrywanej sprawie powódka domagała się od pozwanej spółki (byłego zleceniodawcy) 50.000,00 zł tytułem zadośćuczynienia za wypadek przy pracy. Wskazała jednocześnie, że sąd karny skazał członka zarządu spółki za niedopełnienie obowiązków i niewłaściwe przeprowadzenie instruktażu stanowiskowego, narażając powódkę na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, na skutek czego nieumyślnie spowodował u niej obrażenia prawej ręki. Pozwana spółka domagała się oddalenia powództwa, wskazując, że powódka otrzymała już zadośćuczynienie w wysokości 16.000,00 zł, oraz wyjaśniając, że powódka przyczyniła się przynajmniej w 50% do wypadku, gdyż miała świadomość, że nie może przystąpić do pracy na frezarce bez osłony frezu.

Powódka pracując u Pozwanego na podstawie umowy zlecenia uległa wypadkowi przy pracy. W trakcie wykonywania obowiązków służbowych, jej prawa ręka poleciała w stronę frezarki, odczuła silny ból, a następnie wyłączyła maszynę. Udzielono jej pomocy, wezwano pogotowie. Powódka była hospitalizowana, zaś w wyniku wypadku amputowano jej dwa palce prawej ręki. Doznała także ran pozostałych palców. Z ustaleń wynikało, że pozwany nie opracował dokumentu – szczegółowej instrukcji dotyczącej bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowisku przy obsłudze frezarki. Powódka nie była odpowiednio przeszkolona w zakresie bezpiecznego użytkowania tej maszyny. Pozwany nie dokonał też oceny ryzyka zawodowego, a tym samym nie zapoznał z nią Powódki. Bezpośrednią przyczyną wypadku mogło być wystąpienie zjawiska wyrwania frezowego elementu, wskutek czego prawa dłoń powódki miała kontakt z narzędziem skrawającym.

Sąd karny skazał prezesa zarządu spółki za spowodowanie nieumyślnego przestępstwa na szkodę powódki i przyznał jej zadośćuczynienie w wysokości 6.000,00 zł. Dodatkowo sąd okręgowy ustalił, że powódka posiada z powyższego tytułu 35% uszczerbek na zdrowiu. Przed wypadkiem była osobą energiczną, towarzyską i aktywną. Obecnie jest wycofana, unika kontaktu z ludźmi, odczuwa silne bóle prawej ręki. Po wypadku prawie wszystkie czynności dnia codziennego może wykonywać jedynie przy pomocy innych osób.

W konsekwencji sąd okręgowy przyznał powódce zadośćuczynienie w wysokości 25.072,00 zł wraz z odsetkami. Od wyroku Pozwany wniósł apelację, którą sąd tylko częściowo uznał za zasadną i obniżył wysokość zadośćuczynienia do kwoty 19.072,00 zł. Sądy obu instancji uznały, że żądanie przyznania zadośćuczynienia było co do zasady słuszne. Powódka jako zleceniobiorca spółki była jej pracownikiem w rozumieniu przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Mogła więc domagać się przyznania jej świadczeń od spółki. Pozwany ponosi odpowiedzialność jako prowadzący przedsiębiorstwo wprawiane w ruch siłami przyrody na zasadzie ryzyka. Po stronie pozwanego wystąpiły zaniedbania w zakresie wymogów nałożonych na pracodawcę – podkreśliły sądy. Co ważne, dla powódki nie przeprowadzono szkoleń w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ryzyka zawodowego. Powódka nie była więc poinformowana o tym, jak ma prawidłowo obsługiwać maszynę w sposób bezpieczny. Sąd karny potwierdził, że w spółce doszło do naruszenia wymogów, jakie powinien spełnić pozwany. Sądy rozpoznające sprawę powódki były zaś związane treścią wyroku karnego.

Sądy zgodziły się z pozwanym, że powódka przyczyniła się do szkody, ale na poziomie 20%. Błędem było włożenie dłoni we frezarkę. Ta nieprawidłowość powinna być uznana za zawinione działanie. Było to bowiem sprzeczne z zasadami BHP. Powódka nie pracowała jednak wcześniej na frezarkach, stąd pewnych zagrożeń nie była świadoma, w przeciwieństwie do pracodawcy. Wobec powyższego, mając na względzie przyznane dotąd powódce świadczenie, a także uwzględniając 20% stopień przyczynienia się do wypadku, uznał za konieczne zasądzenie od pozwanego kwoty zadośćuczynienia w wysokości 19.072,00 zł i tak też orzekł.

            Szanowni Przedsiębiorcy, chciałabym by ten wyrok sądu apelacyjnego, uświadomił w szczególności Wam jak wielka spoczywa na Was odpowiedzialność. Co do zasady to Wy ponosicie odpowiedzialność za zdarzenia mające miejsce na terenie Waszego zakładu pracy, dlatego tak bardzo apeluję do Was o to, byście zabezpieczali się na wszelkie możliwe sposoby. Z doświadczenia mojego wynika, że wykazanie w procesie sądowym winy pracownika i stopnia jego przyczynienia się do wypadku, jest niezwykle trudne, zatem nie pokładałabym w tym zbyt dużych nadziei. Jeżeli potrzebujcie Państwo pomocy w tym zakresie, chciałabym zarekomendować naszą kancelarię mieszczącą się we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3. Mamy wieloletnie doświadczenie, oraz wykwalifikowaną kadrę, co zapewni Państwu obsługę na najwyższym poziomie. Serdecznie zapraszam w imieniu swoim i całego zespołu kancelarii.

 

 

Koszt prywatnej opinii na zlecenie przedsiębiorcy to ryzyko biznesowe?
Dodane dnia: 4 października 2018

Szanowni Państwo,

jak wynika z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 7 września 2018r., koszt ekspertyzy zleconej przez poszkodowanego może wchodzić w skład pełnego odszkodowania. Wymaga to jednak badania związku przyczynowego i ustalenia, czy wydatek ten był uzasadniony i konieczny. Nie wiadomo jednak, czy ta zasada dotyczy przedsiębiorcy, który skupuje wierzytelności odszkodowawcze.

            Problem ten rozstrzygnie Sąd Najwyższy w rozszerzonym składzie 7 sędziów jeszcze w tym miesiącu. Problem powstał w oparciu o kanwę stanu faktycznego, w którym przedsiębiorca zajmujący się skupowaniem wierzytelności od osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych wystąpił do sądu przeciwko ubezpieczycielowi. Opłacił przy tym prywatną ekspertyzę biegłego. Roszczenie oparł na art. 361 k.c., według którego zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła. Sąd Rejonowy oddalił żądanie powoda, który poniósł koszty ekspertyzy i naprawy uszkodzonego pojazdu. Stwierdził bowiem, że powód jako przedsiębiorca ponosi ryzyko, a tym samym koszt ekspertyzy powinien być traktowany, jako nie podlegająca refundacji w formie odszkodowania, inwestycja gospodarcza.

Sąd Okręgowy rozpatrujący apelację powziął wątpliwość czy koszt prywatnej opinii sporządzonej na zlecenie podmiotu, który w ramach prowadzonej działalności gospodarczej zajmuje się skupywaniem wierzytelności odszkodowawczych, pozostaje w normalnym związku przyczynowym, o którym mowa w art. 361 § 1 k.c., ze zdarzeniem wywołującym szkodę. Czy stanowi składnik uszczerbku majątkowego podlegającego wyrównaniu w formie odszkodowania, czy też odrywa się od wskazanego związku przyczynowego i wchodzi w zakres ryzyka gospodarczego.

W uchwale z dnia 18 maja 2004r. Sąd Najwyższy przesądził, że odszkodowanie przysługujące z umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdów, może, stosownie do okoliczności sprawy, obejmować także koszty ekspertyzy wykonanej na zlecenie poszkodowanego. W tej jednak sprawie Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie, z powodu skierowania przez prezesa Sądu Najwyższego pytania prawnego do składu 7 sędziów, które dotyczyło identycznego zagadnienia: czy podmiotowi, który na podstawie art. 509 k.c. nabył od poszkodowanego lub jego następcy wierzytelność odszkodowawczą dotyczącą szkody komunikacyjnej, przysługuje w ramach odszkodowania należnego od ubezpieczyciela zwrot kosztów zleconej przez niego osobie trzeciej ekspertyzy prywatnej mającej na celu określenie wysokości szkody.

W wypadkach komunikacyjnych szkodę majątkową stanowią niewątpliwie niezbędne i ekonomicznie uzasadnione koszty naprawy pojazdu. Początkowo Sąd Najwyższy nie uwzględniał więc innych szkód, na przykład wydatków poniesionych w toku postępowania likwidacyjnego na pomoc profesjonalnego pełnomocnika. Z czasem jednak w orzecznictwie Sądu Najwyższego zarysowała się tendencja do uwzględniania w ramach odszkodowania także innych niż koszty naprawy pojazdów, celowych i ekonomicznie uzasadnionych wydatków. Zdaniem Sądu Najwyższego, za ustaloną w orzecznictwie należy uznać wykładnię, że pełne odszkodowanie może obejmować także koszty ekspertyzy prywatnej sporządzonej w celu ustalenia rozmiaru szkody – na zlecenie poszkodowanego. Orzecznictwo to nie odnosiło się jednak do kosztów ekspertyz zlecanych przez nabywców wierzytelności odszkodowawczych, których dotyczy przedstawione do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne. W orzecznictwie przyjmuje się, że koszt ekspertyzy zleconej przez poszkodowanego może wchodzić w skład pełnego odszkodowania. Wymaga to jednak zbadania przesłanki związku przyczynowego i ustalenia, czy wydatek ten był uzasadniony i konieczny.

            Szanowni Państwo, oczekujemy zatem na wyrok Sądu Najwyższego, który ma pojawić się w polskim orzecznictwie jeszcze w tym miesiącu i rozstrzygnąć powstałą wątpliwość. Jeżeli zaś potrzebujcie Państwo pomocy specjalisty w tej bądź każdej innej dziedzinie prawa, zapraszamy do Kancelarii Doradców Prawnych e lex z siedzibą we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3. Dzięki współpracy z jedenastoma specjalistami z różnych dziedzin prawa, jesteśmy w stanie sprostać Państwa oczekiwaniom i obsłużyć kompleksowo w jednym miejscu.

 

 

Przedawnienie nie chroni pracodawcy
Dodane dnia: 18 września 2018

Przedawnienie nie chroni pracodawcy, gdy nie zadbał o poszkodowanego pracownika

Szanowni Państwo,

jak orzekł Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 12 kwietnia 2018r., zarzut przedawnienia podniesiony przez pracodawcę w sprawie w której pracownik uległ wypadkowi w miejscu pracy, jest sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, jeżeli postępowanie pracodawcy po wypadku było niewłaściwe.

            Przedmiotowy wyrok wydano w oparciu o kanwę stanu faktycznego w którym powód domagał się przyznania mu od pozwanego pracodawcy różnych świadczeń z tytułu wypadku przy pracy. Pozwany domagał się oddalenia powództwa podnosząc, iż powód przyczynił się do wypadku, że pozwany wspierał powoda finansowo, że uwzględnienie powództwa może doprowadzić do upadłości prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa, oraz, że roszczenie powoda uległo przedawnieniu.

Sądy rozpatrujące sprawę zgodnie przyjęły, że na budowie na której doszło do wypadku, nie wyznaczono strefy bezpieczeństwa. Pracownicy pozwanego byli nadzorowani przez osobę, która nie posiadała odpowiednich uprawnień. Powód w chwili przebywania na rusztowaniu nie posiadał kasku ani szelek bezpieczeństwa. W oparciu o przedmiotowe, zdaniem sądów pozwany ponosi odpowiedzialność za wypadek, któremu uległ powód. Wypadek był bezpośrednio związany z tym, że pozwany, jako pracodawca, nie zapewnił na budowie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Tymczasem, ciążył na nim taki obowiązek. Sądy zwróciły uwagę, że pracodawca nie przestrzegał postanowień obowiązującego na budowie planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, szczególnie w zakresie zabezpieczenia pracowników przed upadkiem z wysokości. Stąd powództwo zasługiwało na uwzględnienie co do zasady.

Jak wskazał sąd apelacyjny rozpatrujący sprawę i podniesiony przez pozwanego zarzut przedawnienia dochodzonego przez powoda roszczenia, instytucja przedawnienia służy zapewnieniu bezpieczeństwa w obrocie prawnym. Pozwala ona na uchylenie się przez zobowiązanego od zaspokojenia roszczenia po upływie określonego czasu. Korzystanie z zarzutu przedawnienia to prawo pozwanego. W niektórych jednak przypadkach może być ono uznane za nadużycie. Zarzut przedawnienia roszczenia nie jest skuteczny, gdy jego podniesienie godzi w zasady współżycia społecznego. Dotyczy to sytuacji, gdy w odczuciu społecznym nie można pogodzić zarzutu przedawnienia z powszechnie respektowanymi normami. Nadużycie zarzutu przedawnienia odnosi się wyłącznie do sytuacji wyjątkowych, jeśli zostaną udowodnione nadzwyczajne okoliczności. Sąd uznał, ze tak było w rozpatrywanej sprawie. Zarzut ten był bowiem sprzeczny z zasadami współżycia społecznego. Znaczenie ma to, że poszkodowany uległ znacznemu uszczerbkowi na zdrowiu. Nie bez znaczenia jest również i to, w jaki sposób postępował pozwany bezpośrednio po wypadku powoda. Był on oddalony od miejsca zdarzenia, ale nie polecił by wezwano do powoda pogotowie. Nakazał, by pracownicy wstrzymali się z dalszymi czynnościami do czasu, gdy on dotrze na budowę. Dotarł po 40 minutach i dla zaoszczędzenia czasu uznał, że przewiezie powoda do szpitala firmowym busem. Zachowania pozwanego sąd odwoławczy określił jako wstrząsające dla każdego postronnego obserwatora. Zdaniem sądu, świadczyły one o tym, że pozwany traktował swoich pracowników w sposób przedmiotowy. Pozwany jako pracodawca rażąco naruszał obowiązek dbałości o życie i zdrowie. Zatem, w realiach sprawy, nie można było przyjąć, że pozwany skutecznie mógł powoływać się na przedawnienie dochodzonego przez powoda roszczenia.

 

 

Zbyt liczne zjazdy z drogi krajowej są niebezpieczne
Dodane dnia: 2 lipca 2018

Szanowni Państwo,

jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 11 kwietnia 2018r., skoro z regulacji prawnych wynika, że należy ograniczać ilość zjazdów z dróg krajowych, to trafne jest stanowisko organu o odmowie wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do działki strony. Chodzi o bezpieczeństwo użytkowników dróg.

            W rozpatrywanej sprawie, strona wniosła o zezwolenie na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do jej działki. Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad nie zezwolił na lokalizację zjazdu indywidualnego z drogi krajowej do działki wnioskodawczyni. Organ wyjaśnił, że obsługa nieruchomości skarżącej powinna być zapewniona przez dostęp do drogi krajowej za pośrednictwem drogi wewnętrznej, która to droga jest włączona do drogi krajowej za pośrednictwem zjazdu publicznego. Wskazał, że zarządca drogi może odmówić wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu ze względu na wymogi wynikające z warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne. Droga krajowa, o której była mowa w sprawie, została zaliczona do drogi klasy G, a w takim przypadku należy ograniczać liczbę i częstość zjazdów. Innymi słowy, zlokalizowanie zjazdów z takiej drogi może mieć miejsce w sytuacjach wyjątkowych, gdy nie ma możliwości zapewnienia jakiegokolwiek innego dojazdu. Tak jednak nie było w analizowanym przypadku. Uwzględnienie wniosku byłoby sprzeczne z interesem społecznym, gdyż każdy zjazd z drogi to potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję. Podkreślił, że działka wnioskodawczyni może mieć zapewniony dostęp do drogi krajowej za pośrednictwem drogi wewnętrznej. Wyjaśnił, ze decyzja nie narusza zasady równości. To, że w okolicy działki wnioskodawczyni znajduje się wiele zjazdów z drogi krajowej, nie oznacza, że wnioskodawczyni jest dyskryminowana. Organ zaznaczył, że większość z tych zjazdów została wykonana wiele lat temu w innym stanie faktycznym i prawnym. Tego rodzaju wnioski rozpatruje się zaś indywidualnie.

Wnioskodawczyni złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). Sąd administracyjny uznał ją jednak za niezasadną i ją oddalił. Podkreślił, że zaskarżona decyzja nie zapadła z naruszeniem prawa materialnego lub istotnych wad procesowych. WSA przypomniał, że podstawą decyzji o wyrażeniu lub odmowie zezwolenia na wykonanie zjazdu z drogi publicznej jest ustawa o drogach publicznych. W świetle jej regulacji, budowa lub przebudowa zjazdu należy do właściciela lub użytkownika nieruchomości przyległych do drogi, po uzyskaniu, w drodze decyzji administracyjnej, zezwolenia zarządcy drogi na lokalizację zjazdu lub jego przebudowę. Zarządca drogi może jednak odmówić wydania zezwolenia na lokalizację zjazdu lub jego przebudowę albo wydać zezwolenie na lokalizację zjazdu na czas określony ze względu na wymogi wynikające z warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne.

Droga krajowa, której dotyczy żądanie, to droga główna – klasy G. W świetle przepisów prawa, należy ograniczyć liczbę i częstość zjazdów przez zapewnienie dojazdu z innych dróg niższych klas, szczególnie do terenów przeznaczonych pod nową zabudowę. Istnieją więc rygorystyczne regulacje, które nakazują ograniczenie zjazdów z takich dróg. Jest to podyktowane dbałością o płynność ruchu i bezpieczeństwo użytkowników dróg. Organy, wydając decyzje w tej kwestii, powinny przede wszystkim kierować się względami bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Na powyższą okoliczność zwraca się uwagę w orzecznictwie sądów administracyjnych.

Tego rodzaju decyzja wydawana jest w ramach uznania administracyjnego. Organ może, ale nie musi, wyrazić zgody na uwzględnienie wniosku. Zdaniem WSA, organ należycie uzasadnił decyzję odmowną i nie można zarzucić jej dowolności. Nie ma więc racji skarżąca, że decyzję wydano bez wnikliwego prowadzenia postępowania dowodowego. Organ oparł swoją decyzję na analizie materiału kartograficznego i zdjęć oraz przeprowadził oględziny. Należało więc podkreślić, że skarżąca ma alternatywną możliwość dojazdu do drogi krajowej. Możliwość ta miała w chwili oceny charakter potencjalny, wymagający podjęcia określonych działań przez skarżącą. Skarżąca może uzyskać dojazd z drogi krajowej do swojej nieruchomości przez drogę zarządzaną przez gminę, poprzez wystąpienie o ustanowienie drogi koniecznej.

WSA zaznaczył także, że sam fakt, że inne działki położone  w okolicy działki skarżącej mają zjazdy z drogi krajowej, nie oznacza, że naruszono zasadę równości. W postępowaniu administracyjnym nie analizuje się spraw z przeszłości, szczególnie, że te mogły mieć inny charakter niż sprawa strony skarżącej. Nie można więc mówić o naruszaniu zasady równości. Gdyby zgodzić się z przedmiotowym stwierdzeniem, to oznaczałoby to, że po wydaniu choćby jednej decyzji pozytywnej, organ byłby obowiązany do każdorazowego uwzględniania innych wniosków o ustanowienie zjazdu z drogi. To jednak błędny pogląd.

Reasumując, WSA uznał, że decyzja była trafna. Organ przy jej wydawaniu nie przekroczył granic swobodnego uznania administracyjnego. Skarga była zatem bezpodstawna.

 

Blankietowy zakaz sprzedaży ziemi rolnej
Dodane dnia: 25 czerwca 2018

Blankietowy zakaz sprzedaży ziemi rolnej narusza prawo do poszanowania mienia

 

Szanowni Państwo,

jak uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z 22 maja br., zupełny i bezwzględny zakaz sprzedaży ziemi rolnej stanowi naruszenie prawa do poszanowania mienia właścicieli takiej ziemi.

            Skargę do Trybunału wniosło dwoje obywateli Ukrainy, którzy na początku lat 2000-nych odziedziczyli niewielkie działki rolne. Obie działki zostały wydzierżawione prywatnej firmie. Pierwsza skarżąca otrzymuje czynsz w naturze (zborze lub olej słonecznikowy), drugi skarżący pobiera czynsz w pieniądzu. Obie działki podlegają zakazowi sprzedaży, wprowadzonemu wstępnie, w charakterze regulacji tymczasowej, w 2005r. do czasu przyjęcia pakietu reform ustawowych mających na celu utworzenie dojrzałego rynku obrotu nieruchomościami rolnymi wraz z infrastrukturą. Przepisy tymczasowe dotąd jednak utrzymują w mocy prawie wyłączne moratorium na obrót ziemią uprawną, za wyjątkiem dziedziczenia, zamiany lub wywłaszczenia na cele publiczne. Zakaz obrotu ma zostać uchylony w nieokreślonej przyszłości, z chwilą przyjęcia nowej kompleksowej ustawy o obrocie ziemią rolną. Przed Trybunałem skarżący zarzucili, iż brak możliwości sprzedaży należącej do nich ziemi stanowi naruszenie ich prawa do poszanowania mienia, chronionego w art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o prawach człowieka. Trybunał zgodził się ze skarżącymi i potwierdził naruszenie przedmiotowego artykułu.

Kluczową kwestią, która doprowadziła Trybunał do sprawdzenia, iż Ukraina naruszyła prawa do poszanowania własności skarżących, był fakt, iż władze ukraińskie konsekwentnie wskazywały na swój zamiar umożliwienia swobodnej sprzedaży i kupna ziemi rolnej z chwilą wprowadzenia infrastruktury rynkowej dla handlu takimi nieruchomościami. Jednakże, wbrew proklamacjom, wstępne moratorium na obrót gruntami rolnymi było wielokrotnie przedłużane i obecnie traktowane jest, we wszystkich praktycznych sytuacjach i aspektach tej regulacji, jako ograniczenie obowiązujące na czas nieokreślony, mimo, że wyznaczane terminy przyjęcia nowej ustawy o obrocie ziemią rolną było wielokrotnie i bez żadnych konsekwencji lekceważone.

Trybunał wziął pod uwagę argumenty rządu ukraińskiego, które wskazywały, iż zakwestionowany zakaz realizuje ważne interesy społeczne takie jak zapobieganie spekulacjom na rynku nieruchomości rolnych oraz zapobieganie pauperyzacji ludności wiejskiej w ten sposób, iż zakaz ten uniemożliwia komasację dużych obszarów w rękach kilku osób lub zaprzestanie upraw rolnych na gruncie. Argumenty te jednak nie przekonały Trybunału. Przede wszystkim władze ukraińskie nie wzięły pod uwagę indywidualnej sytuacji skarżących, a mianowicie tego, iż mieszkają oni w miastach i nie chcą zajmować się rolnictwem. Nadto sam ustawodawca stwierdził, iż zakaz obrotu ziemią rolną nie realizuje celów przywołanych przez rząd, lecz ma jedynie zapewnić wystarczająco dużo czasu na przyjęcie właściwych regulacji prawnych. Cele te mogłyby zostać zrealizowane w mniej inwazyjny sposób niż zupełne ograniczenie obrotu ziemią, to jest, na przykład, poprzez ustanowienie limitów obszarowych posiadanych gruntów lub opodatkowania sprzyjającego rolnictwu.

Trybunał wskazał dalej, iż żadne inne państwo członkowskie Rady Europy nie stosuje takich blankietowych zakazów obrotu ziemią rolną, w tym również państwa, których gospodarki znajdują się na etapach przejściowych pomiędzy gospodarką scentralizowaną a gospodarką wolnorynkową. Nie jest wolą Trybunału ocena tego, czy wybór dokonany przez ustawodawcę ukraińskiego w tej mierze był najlepszy. Zadaniem Trybunału jest ocena tego wyboru z punktu widzenia praw konwencyjnych. Ukraina przyjęła najbardziej restrykcyjne rozwiązanie z możliwych, nie przedstawiła przekonujących argumentów na jego utrzymanie, przy czym władze nie wywiązują się z przewidzianych w tym rozwiązaniu założeń w konsekwentny sposób. W tym stanie rzeczy Trybunał stwierdził, iż obciążenie nałożone na skarżących właścicieli gruntów rolnych jest nadmierne. Ukraina nie zachowała sprawiedliwej równowagi pomiędzy wymogami interesu powszechnego a indywidualnym interesem skarżących, przekraczając tym samym granice marginesu swobody decyzyjnej przysługującej państwu na podstawie art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji. Miało tym samym miejsce naruszenie tego artykułu.

Warto w tej mierze przypomnieć, iż w Polsce również obowiązują bardzo poważne ograniczenia w obrocie ziemią rolną, łącznie z 5-letnim zakazem sprzedaży nieruchomości rolnych wchodzących w skład Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, który został wprowadzony na podstawie ustawy z dnia 14 kwietnia 2016r. o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Dalej, w świetle art. 2a ustawy z dnia 11 kwietnia 2003r. o kształtowaniu ustroju rolnego, ziemia rolna może zostać nabyta jedynie przez rolnika indywidualnego, a gospodarstwo rodzinne nie może przekraczać powierzchni 300 ha użytków rolnych. W świetle omawianego orzeczenia, zacytowane regulacje prawa polskiego nie wychodzą, póki co, poza margines swobody decyzyjnej przysługującej państwom-stronom Konwencji w odniesieniu do ograniczeń podstawowego prawa do poszanowania mienia z art. 1 Protokołu nr 1. Nie można więc mówić o groźbie naruszenia tego artykułu, a cele realizowane w ten sposób przez polskiego ustawodawcę na ten czas należy uznać za uprawnione.

 

 

Radykalna ustawa antyaborcyjna spowoduje niezamierzone skutki
Dodane dnia: 29 maja 2018

Szanowni Państwo,

jak wynika z opinii Biura Analiz Sejmowych, wprowadzenie zakazu aborcji bez wzięcia pod uwagę obecnego stanu opieki nad dziećmi ciężko upośledzonymi i śmiertelnie chorymi może spowodować niezamierzone i negatywne skutki.

            Złożony w Sejmie obywatelski projekt zmian ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży ma polegać na zakazie aborcji nawet wtedy, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Według specjalistów z Biura Analiz Sejmowych, ustawa wpłynie na funkcjonowanie instytucji ochrony zdrowia, w tym zajmujących się opieką paliatywną i hospicyjną, włączonych do systemu ochrony zdrowia mocą rządowego programu „Za życiem”. Zauważono, że obecnie funkcjonuje 14 hospicjów perinatalnych, z których tylko 4 ma podpisane umowy z NFZ. Można zakładać zatem, że projektowane zmiany spowodują znaczny wzrost liczby pacjentów w tego typu placówkach. Jednak zapewne nie uda im się objąć opieką wszystkich potrzebujących.

Ustawa ma również duże znaczenie dla lekarzy ginekologów i neonatologów. Eksperci podkreślają, że niepewność co do treści prawa dotyczącego aborcji stanowi zagrożenie dla ich bezpieczeństwa prawnego. Obecnie, kwalifikacja wady należy do lekarza, który nie dysponuje oficjalnym wykazem jednostek chorobowych. Ministerstwo Zdrowia zaznacza, że stopień uszkodzenia płodu może być różny w przebiegu tych samych chorób, w szczególności zespołów chorobowych. Decyzja o tym, czy wystąpiło uszkodzenie płodu, jest zatem podejmowane przez lekarza w odniesieniu do konkretnego przypadku.

Według ekspertów, aby ustawa osiągnęła zamierzony cel, należy zwiększyć nakłady finansowe. Mankamentem projektu jest też zignorowanie opinii osób, które nie podzielają aksjologii autorów projektu, a które będą również podlegały tym regulacjom. Powinno się zatem położyć nacisk na usprawnienie istniejącego systemu opieki zdrowotnej, w tym paliatywnej, a także dołożyć wszelkich starań, aby wsparcie dla rodzin dzieci niepełnosprawnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami, było należycie realizowane. Wprowadzenie zakazu aborcji bez wzięcia pod uwagę obecnego stanu opieki nad dziećmi upośledzonymi i śmiertelnie chorymi jest przejawem pryncypialnego podejścia do ochrony życia, który utrudnia dostrzeżenie ewentualnych niezamierzonych i negatywnych skutków.

            Projekt zwiększy również odpowiedzialność lekarzy, którzy w obawie przed zarzutami o nieuzasadnione działanie w ciąży trudniej mogą unikać ryzykownych badań i interwencji medycznych. Natomiast skutki polityczne to silna polaryzacja debaty światopoglądowej, na której mogą zyskać ugrupowania skrajne. Może to wywołać zniechęcenie społeczeństwa do polityki, która nie reprezentuje woli większości, a jedynie grono aktywistów bardziej zdeterminowanych w walce o realizację wyznawanych przez siebie wartości. Warto bowiem przywołać wyniki ostatnich sondaży, które pokazują, że 37% Polaków opowiada się za liberalizacją przepisów, 43% za utrzymaniem obowiązującego kompromisu, a jedynie 15% domaga się zaostrzenia przepisów. Projekt narusza ład wyznaczony przez tzw. kompromis aborcyjny akceptowany przez większość Polaków. Projektodawcy zakładają, że nowelizacja jest naturalnym, kolejnym po wprowadzeniu w 1939r. ogólnego zakazu przerywania ciąży z trzema krytycznymi wyjątkami, krokiem w kierunku ochrony życia. Jednak dążenie do radykalnego ograniczenia możliwości podjęcia przez kobietę decyzji nie cieszy się dużym poparciem, a powoduje coraz większą radykalizację debaty oraz aktywność środowisk politycznych zmierzających do aborcji na żądanie.

           

 

Chronienie danych
Dodane dnia: 10 kwietnia 2018

Sądy też mają chronić dane, ale orzecznicze trochę inaczej

Szanowni Państwo,

sądy, jak wszystkie instytucje publiczne, mają obowiązek chronienia danych osobowych. Będą też zobowiązane do stosowania od 25 maja br. nowych unijnych przepisów. Wyłączone będą jednak z tego dane przetwarzane w ramach działalności orzeczniczej.

            Jak zapewne Państwo wiedzą, od 25 maja br. w całej Unii Europejskiej obowiązywać będzie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. Jego uzupełnieniem ma być krajowa ustawa o ochronie danych osobowych, której projekt przyjął rząd. Według założeń autorów, ma ona być uchwalona przed 25 maja. Jednak jak podkreśla Generalny Inspektor Danych Osobowych, nawet gdyby ustawa nie została uchwalona na czas, to rozporządzenie i tak obowiązywać będzie wprost. Również instytucje publiczne, w tym także sądy, jako podmioty o szczególnym znaczeniu z punktu widzenia funkcjonowania państwa, jak również z punktu widzenia praw obywateli, muszą wejście w życie nowych regulacji potraktować szczególnie poważnie. Administratorzy ci muszą bowiem mieć świadomość odpowiedzialności za prawidłowe przetwarzanie danych osobowych, którymi dysponują.

RODO ogranicza obowiązki w zakresie ochrony danych osobowych dla sądów w zakresie sprawowania przez nie wymiaru sprawiedliwości. W przypadku Polski wyłącznie obejmuje Sąd Najwyższy, sądy powszechne, administracyjne i wojskowe w zakresie, w jakim sprawują one wymiar sprawiedliwości. Obowiązek ten jednak w stosunku do sądów został ograniczony w ten sposób, że sądy np. mają obowiązek powołania inspektora ochrony danych we wszystkich sprawach, za wyjątkiem zakresu przetwarzania danych związanym ze sprawowaniem przez nie wymiaru sprawiedliwości.

Prawnicy komentujący nowe unijne i projektowane polskie przepisy są zgodni co do tego, że w sądach konieczne będzie powołanie inspektorów danych osobowych. Zastąpią oni działających obecnie administratorów bezpieczeństwa informacji, chociaż zakres uprawnień i obowiązków inspektorów będzie trochę inny. W artykule 10 projektu ustawy przyjęto, że przez organy i podmioty publiczne obowiązane do wyznaczenia inspektora danych rozumie się m.in. jednostki sektora finansów publicznych, czyli również sądy i trybunały. Należy zatem przyjąć, że sądy mają obowiązek wyznaczenia inspektora danych osobowych na takich samych zasadach jak inne organy lub podmioty publiczne, jednak z zakresu ich kompetencji wyłączone będą operacje przetwarzania danych związanych z czynnościami orzeczniczymi sądów. Mamy tu zatem do czynienia z przedmiotowym (zakresowym) wyłączeniem obowiązku wyznaczenia inspektora przez sądy, a nie podmiotowym zwolnieniem sądów z tego obowiązku. Od strony podmiotowej sądy przetwarzają nie tylko dane związane z ich funkcją jurysdykcyjną, ale również z działalnością organizacyjną. Mają zatem obowiązek wyznaczać inspektorów ochrony danych, przy czym spod zakresu ich zadań będą wyłączone operacje przetwarzania danych ściśle mieszczące się w ramach czynności orzeczniczych.

            Szanowni Państwo, myślę, że każdy z Was jeżeli tylko przetwarza dane osobowe powinien być przygotowany do wchodzących w życie nowych unijnych przepisów. Dotyczy to w szczególności przedsiębiorców. Kary bowiem za nieprzestrzeganie nowych uregulowań są wręcz kuriozalne, ale jednak inspektorzy nie będą wahali się przed ich nakładaniem. Kancelaria Doradców Prawnych e lex z siedzibą we Włocławku przy ul. Wojska Polskiego 18/3, oferuje Państwu przeprowadzenie audytu firmy, szkolenia i stworzenia polityki przedsiębiorstwa adekwatnie do istniejących potrzeb. Przedmiotowe zabezpieczy Państwa przez karami do nakładania których od 25 maja br. będą uprawnieni nie tylko inspektorzy danych osobowych, ale również inspektorzy pracy. O szczegółach dowiecie się Państwo pod numerem telefonu: 539-903-764.

 

 

Strona 1 z 812345...Ostatnia »